Tom Anderson – współzałożyciel MySpace pojawił się na konkurencyjnym Facebooku?

W 2009 roku serwis Comedy.com przybliżył profil Toma Andersona, współzałożyciela oraz twarzy MySpace, na Facebooku. Czy rzeczywiście pojawienie się osoby związanej z wciąż  konkurencyjnym, mimo coraz większego spadku popularności portalem, który z języka angielskiego po prostu oznacza „wolną przestrzeń”, było prawdziwe? Niestety, Tom Anderson pozostał wierny witrynie MySpace, nie wzbudzając przy tym żadnych kontrowersji, a całe przedsięwzięcie okazało się jedynie żartem internautów. Dzięki serwisowi Comedy.com można było mniej więcej ocenić jakby to wyglądało, gdyby rzeczywiście Tom Anderson, sponiewierany współzałożyciel MySpace, zdecydował się na przetestowanie witryny Marka Zuckerberga. Graficy bloga stworzyli przy tym za pomocą Photoshopa fałszywą rozmowę między Markiem Zuckerbergiem, czyli właścicielem Facebooka, Tomem a Rupertem Murdochem – magnatem medialnym, ówczesnym właścicielem MySpace.

Cała rozmowa na portalu była dość zabawna, a jej twórcy pokusili się, trzeba przyznać, o dość kontrowersyjną, ale śmieszną prowokację. Nie można z pewnością pominąć najzabawniejszych haseł danych osób. Fikcyjne zdanie Ruperta Murdocha po prostu powala publikę: „Nie mogę uwierzyć w to, że wydałem 580 milionów dolarów na ten wasz mały, sieciowy newsletter. To (czyli Facebook) wydaje się być dużo lepsze”. Wymyślona postać Toma Andersona, który mimo wszystko stoi murem za MySpace, dołącza oczywiście do grup „Facebook sucks!” i „MySpace is better”. W reakcji na to Zuckerberg pisze rzekomo: „Pamiętacie dawne czasy, w których ludzie komunikowali się za pomocą alfabetu Morse’a oraz MySpace ?”. Współzałożyciel „wolnej przestrzeni” dziwi się z kolei: „Dlaczego nie zobaczyłem jeszcze żadnych komunikatów o błędach? Jak wy to utrzymujecie, dzięki magii?”. W ten sposób można przytoczyć całą zabawną wirtualną, acz jedynie zmyśloną rozmowę.

Należy dodać, że sam Anderson zasłynął w MySpace głównie jako Tom, jedyny przyjaciel dużej grupy początkujących użytkowników. Do list znajomych był on dodawany w sposób domyślny. W czerwcu 2009 roku wyszło jednak na jaw, że firma chce się go pozbyć. W końcu zarząd serwisu zaproponował współzałożycielowi „wolnej przestrzeni” rolę ambasadora marki i pensję w wysokości 500 tysięcy dolarów rocznie. Zapłacił mu więc w praktyce pół miliona tylko za to, aby nie pojawiał się w pracy i nie przeszkadzał w ratowaniu MySpace przed upadkiem. Trzeba przyznać, że taka kwota za brak zainteresowania portalem była bardzo kusząca. Mimo wszystko MySpace popadł w stagnację. Najmodniejszą i najszybciej rozwijającą się wirtualną społecznością jest oczywiście Facebook, a wspaniałe czasy, w których Tom Anderson zarabiał 7,5 miliona rocznie dzięki umowie z Murdochem minęły bezpowrotnie.