Porażka MySpace w Polsce.

Długo oczekiwano portalu MySpace w Polsce, który został założony już w 2003 roku przez Toma Andersona i Chrisa DeWolfe’a, szybko odnosząc sukces. W kraju nad Wisłą pojawił się dopiero w 2008 roku i trzeba przyznać, że cieszył się sporą popularnością wśród internautów.

Jednakże serwis społecznościowy, który oznacza z języka angielskiego po prostu „wolną przestrzeń” z czasem zaczął mieć spore problemy. W lutym 2009 roku zakończył działalność w Korei Południowej, a w 2008 roku, w czasie gdy pojawił się w Polsce i odniósł sukces, został zamknięty oddział w Holandii, a holenderska strona została objęta zarządzeniem z innego kraju. Również w Polsce, w marcu 2009 roku portal przeżył kryzys, jak doniósł „Dziennik” dokładnie 12 marca 2009 roku.

Ciężko dowiedzieć się drogą oficjalną skąd wzięły się tak szerokie problemy portalu i jakie są właściwie przyczyny panującego kryzysu. Szefowie portalu nie zdradzili przyczyn zamknięcia polskiego oddziału. Można się jednak domyślić, że chodzi o bezskuteczną walkę z konkurencją. We wszelkich rankingach MySpace plasował się daleko w tyle za innymi, najbardziej popularnymi portalami społecznościowym w Polsce. Nie ma wątpliwości, że przegrał walkę z m.in. Naszą-Klasą czy Facebookiem. Internauci bardziej interesowali się wirtualną komunikacją z innymi ludźmi na znanej wszystkim już Naszej-Klasie oraz na coraz bardziej modnym i wszechobecnym Facebooku. Nie ma także wątpliwości, że stosunkowo niewielkie zainteresowanie portalem MySpace wiązało się z coraz niższymi zyskami z serwisu, nie tylko za sprawą mniejszej ilości zainteresowanych portalem internautów, ale również z coraz mniejszym pozyskiwaniem reklam.

Trzeba przyznać, że jeden z najpopularniejszych portali społecznościowych na świecie niestety nie sprawdził się w Polsce i odniósł wielką porażkę w marcu 2009 roku. Warszawskie biuro zostało zamknięte, a zarządzanie polską wersją należało od tej chwili do Berlina. Mimo tych problemów i kryzysu decyzja ta nie trwała jednak zbyt długo. Pojawiło się „światełko w tunelu” i już w kwietniu tego samego roku wznowiono działalność w Polsce, biuro zostało na nowo otwarte, a portal funkcjonuje na polskim rynku internetowym do dziś.

MySpace – informacje ogólne o jednym z najbardziej popularnych portali społecznościowych na świecie.

MySpace jest serwisem społecznościowym, założonym w 2003 roku przez Toma Andersona i Chrisa DeWolfe’a i oznacza po prostu z języka angielskiego „Wolną przestrzeń”. Rzeczywiście nazwa jest adekwatna do tego serwisu internetowego, który do 15 czerwca 2009 roku znajdował się na jedenastym miejscu wśród najbardziej popularnych stron WWW w Internecie i który zrzesza użytkowników o różnych zainteresowaniach z całego świata. Ta „wolna przestrzeń” umożliwia przede wszystkim komunikację między internautami, nawiązywanie wirtualnych znajomości, które z czasem można przenieść na realną płaszczyznę, oraz wyrażanie swoich pasji i zainteresowań. Osoby o wspólnym hobby czy podobnych gustach muzycznych mogą szybko się odnaleźć, tworząc własne „playlisty” oraz pisząc o tym, co po prostu ich interesuje. Szczególnie przydatny jest przy tym oczywiście prywatny profil użytkownika, na którym można napisać wszystkie istotne informacje na swój temat i tym samym w ten sposób przedstawić się oraz rozpocząć wirtualne obcowanie z innymi ludźmi. Serwis oferuje poza tym prowadzenie własnego bloga, tworzenie galerii zdjęć oraz wszelakich profili muzycznych.

Można oszacować, że z portalu korzysta już ponad 250 milionów osób z całego globu. Niezwykle szybko doceniono nie tylko możliwość komunikacji między internautami, ale także okazję reklamy, którą prezentuje MySpace. Branża muzyczna, filmowa czy telewizyjna korzysta na tej sposobności w dość szerokim stopniu. Możliwość reklamy jest przydatna przede wszystkim dla młodych grup muzycznych, początkujących piosenkarzy czy instrumentalistów, którzy zaczynają dopiero karierę w świecie muzyki. Artyści mogą umieścić próbki swojej twórczości w miejscu łatwo dostępnym dla potencjalnych nabywców, zetknąć się z różnymi opiniami na temat tworzonej przez nich muzyki, wyciągnąć wnioski, a nawet odnieść po prostu wielki sukces. Również osoby znane i sławne, głównie popularni piosenkarze czy aktorzy, zakładają profile na tym portalu.

Jeżeli chodzi o krótką historię „wolnej przestrzeni” to warto wspomnieć, że w 2005 roku portal został zakupiony przez Ruperta Murdocha za 580 milionów dolarów, a w 2006 roku nazwano MySpace „metropolią on-line” i uznano serwis za wzorową społeczność internetową. W czerwcu 2008 roku pojawiła się polska wersja MySpace, która po problemach w marcu 2009 roku, powiązanych z zamknięciem polskiego biura i z decyzją o zarządzaniu polską wersją portalu z Berlina, już w kwietniu tego samego roku mogła kontynuować działalność w Polsce i tak funkcjonuje do dziś. 29 czerwca 2011 roku „wolną przestrzeń” przejęła spółka Specific Media, a firma News Corporation sprzedała serwis za 35 milionów dolarów.

Czy portale społecznościowe chylą się ku upadkowi?

W dzisiejszych czasach, w dobie Internetu i nowoczesnych wynalazków, świat wirtualny często zastępuje ten rzeczywisty. Znajomi komunikują się ze sobą za pomocą różnych komunikatorów czy portali, można również poznać nowe, ciekawe osoby na wszelakich czatach czy witrynach społecznościowych. Internet gromadzi całą masę spragnionych kontaktu ludzi. Zamiast jednak wyjść na zewnątrz, łatwiej z kimś popisać w domowym zaciszu przed komputerem, mając przy tym często komfort anonimowości. Poza tym świat Internetu oferuje człowiekowi tyle atrakcji i rozrywek, że ciężko się od niego oderwać. Wydaje się zatem, że wirtualna rzeczywistość, a co za tym idzie popularne platformy społecznościowe, takie jak Facebook czy MySpace są żyłą złota. Spektakularne kariery, miliony użytkowników i astronomiczne sumy płacone za udziały przemawiają do masowej wyobraźni. Jednak można zaobserwować, że rośnie coraz większa bańka spekulacyjna. Pozostaje jedynie pytanie, kiedy pęknie?

Już koniec XX wieku upływał pod znakiem triumfu Internetu. Niezwykle szybko powstawały nowe, sieciowe firmy, a swoje piony internetowe chciało mieć każde szanujące się przedsiębiorstwo. Operacje te nie miały jednak zawsze konkretnego uzasadnienia ekonomicznego. Swoista euforia zakupów udziałów internetowych skończyła się, gdy inwestorzy spostrzegli, że cena zakupionych pionów w żaden sposób nie odzwierciedla wartości przedsiębiorstw. Internetowe firmy albo generowały straty, czekając na przełom, który nie następował, albo przynosiły regularne, ale niewielkie zyski. O spełnieniu euforycznych snów nie było mowy – biznes sieciowy okazał się podlegać tym samym zasadom i ograniczeniom co wywóz śmieci albo prowadzenie przedszkola.

Choć od tamtych czasów minęła już ponad dekada i wiadomo, że udziały internetowe nie są aż tak dochodowym przedsięwzięciem stale narasta fala zainteresowania serwisami społecznościowymi. Ludzie spragnieni kontaktów międzyludzkich, sprowadzających się niestety na płaszczyznę wirtualną coraz częściej korzystają z usług takich witryn, w szczególności Facebooka czy MySpace, a wycena tych platform z roku na rok jest coraz wyższa. Co ciekawe platformami społecznościowymi interesują się nie tylko użytkownicy, ale również fundusze venture capital i banki inwestycyjne. Jednakże trzeba przy tym zauważyć, że inwestycje banków nie są zazwyczaj nastawione na wieloletni rozwój przedsiębiorstw, ale na agresywną grę kursem akcji. I tak na przykład portal MySpace zakupiony za setki milionów dolarów w czasach swojej świetności, po paru latach, gdy przechodził kryzys, a zainteresowanie drastycznie spadło, był już wart jedynie kilkadziesiąt lub nawet kilka milionów dolarów.

Ceny popularnych serwisów społecznościowych będą zatem rosnąć tak długo, jak długo same portale  zdołają utrzymać zainteresowanie internautów i będą zdobywać nowych użytkowników. Zdaniem niektórych analityków przypomina to piramidy finansowe, które przynoszą zyski tak długo, jak długo zasilają je nowi członkowie. Ciekawe jednak kiedy pojawi się jakaś nowa, ciekawsza forma dla społeczności internetowych, a same portale całkowicie stracą swą wartość?

Szef jednego z najbardziej popularnych portali społecznościowych na świecie- MySpace został zwolniony!

Portal, który zrzeszał do roku 2008 już ponad 150 milionów ludzi z całego świata zwolnił w lutym 2010 roku swojego szefa. Nie ma wątpliwości, że serwis MySpace, o którym mowa odmienił oblicze Internetu. „Time” nazwał go „metropolią on-line”, a Rupert Murdoch zapłacił za niego niebanalną kwotę 580 milionów dolarów. Poza tym zrzeszył ogromną liczbę internautów, a za jego sprawą można było nie tylko nawiązać wirtualne kontakty, wyrazić samego siebie czy pisać bloga na różnorodne tematy, ale także zaprezentować swoją twórczość i odnieść sukces.

Tym razem jednak słynny MySpace wyrzucił dotychczasowego szefa za burtę można powiedzieć „tonącego statku”, jakim stał się sam portal coraz bardziej przegrywający walkę z konkurencją, co wiąże się zarazem z coraz niższym zainteresowaniem użytkowników oraz mniejszymi zyskami. Dotychczasowy CEO MySpace, Owen Van Natta został zwolniony ze swojego stanowiska, a na fotelu szefa zastąpili go Mike Jones i Jason Hirschhorn, którzy mieli podzielić między siebie najważniejsze decyzje w spółce. Odwołanie Owena Van Natty z funkcji szefa MySpace nastąpiło dokładnie w niecały rok po jego zatrudnieniu przez koncern News Corp, do którego należy jeden z najpopularniejszych serwisów społecznościowych. Co ciekawe, przedstawieni następcy – Mike Jones i Jason Hirschhorn – dołączyli do firmy wraz z nim w kwietniu 2009 roku.

Owen Van Natta przyszedł do MySpace jako następca Chrisa DeWolfe. Wcześniej był jednym z twórców potęgi największego rywala – Facebooka, i z pewnością oczekiwano od niego, aby „wolna przestrzeń” wzniosła się na wyżyny i zwalczyła panujący od dawna kryzys. Tym samym Van Natta miał odbudować pozycję serwisu, pozyskać nowych użytkowników, zwiększyć zyski, wnieść do firmy powiew świeżości, a tym samym wygrać walkę z Facebookiem. Realia okazały się jednak zgoła odmienne i MySpace z kretesem przegrał walkę w starciu o miano serwisu społecznościowego numer jeden. Trzeba także wspomnieć, że w ogłoszonych na początku 2010 roku wynikach finansowych News Corp poinformowało o znaczącym spadku przychodów MySpace. Często mówiono, że należący do Ruperta Murdocha jeszcze w 2010 roku serwis miał mieć poważne problemy z przedłużeniem wygasającej umowy reklamowej z Google na równie korzystnych warunkach co dotychczas (trwająca jeszcze umowa gwarantowała mu 300 milionów dolarów rocznie).

Jon Miller z News Corp przyznał, że po rozmowie z Owenem Van Nattą i wysłuchaniu jego planów zarówno osobistych, jak i zawodowych obie strony doszły po prostu do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie jego ustąpienie z funkcji CEO. Zwolniony Van Natta nie komentuje jednak całej zaistniałej sprawy.

Trzeba przy tym dodać, że na w obecnej sytuacji ciężko po prostu odmienić los MySpace. Niestety portal zmierza po równi pochyłej, a zmiana na stanowisku szefa chyba niewiele przy tym zdziała. Ogólnie zatrudnienie kogokolwiek nowego, który rzekomo ma wprowadzić powiew świeżości, raczej nie odwróci ról na rynku serwisów społecznościowych. MySpace niestety nie zareagował wystarczająco szybko i skutecznie na pojawienie się Facebooka, który w mgnieniu oka wygrał walkę z innymi portalami, stając się najbardziej popularną witryną internetową na całym świecie. Teraz jedynie szaleniec mógłby myśleć o skutecznym pościgu giganta.

Tom Anderson – współzałożyciel MySpace pojawił się na konkurencyjnym Facebooku?

W 2009 roku serwis Comedy.com przybliżył profil Toma Andersona, współzałożyciela oraz twarzy MySpace, na Facebooku. Czy rzeczywiście pojawienie się osoby związanej z wciąż  konkurencyjnym, mimo coraz większego spadku popularności portalem, który z języka angielskiego po prostu oznacza „wolną przestrzeń”, było prawdziwe? Niestety, Tom Anderson pozostał wierny witrynie MySpace, nie wzbudzając przy tym żadnych kontrowersji, a całe przedsięwzięcie okazało się jedynie żartem internautów. Dzięki serwisowi Comedy.com można było mniej więcej ocenić jakby to wyglądało, gdyby rzeczywiście Tom Anderson, sponiewierany współzałożyciel MySpace, zdecydował się na przetestowanie witryny Marka Zuckerberga. Graficy bloga stworzyli przy tym za pomocą Photoshopa fałszywą rozmowę między Markiem Zuckerbergiem, czyli właścicielem Facebooka, Tomem a Rupertem Murdochem – magnatem medialnym, ówczesnym właścicielem MySpace.

Cała rozmowa na portalu była dość zabawna, a jej twórcy pokusili się, trzeba przyznać, o dość kontrowersyjną, ale śmieszną prowokację. Nie można z pewnością pominąć najzabawniejszych haseł danych osób. Fikcyjne zdanie Ruperta Murdocha po prostu powala publikę: „Nie mogę uwierzyć w to, że wydałem 580 milionów dolarów na ten wasz mały, sieciowy newsletter. To (czyli Facebook) wydaje się być dużo lepsze”. Wymyślona postać Toma Andersona, który mimo wszystko stoi murem za MySpace, dołącza oczywiście do grup „Facebook sucks!” i „MySpace is better”. W reakcji na to Zuckerberg pisze rzekomo: „Pamiętacie dawne czasy, w których ludzie komunikowali się za pomocą alfabetu Morse’a oraz MySpace ?”. Współzałożyciel „wolnej przestrzeni” dziwi się z kolei: „Dlaczego nie zobaczyłem jeszcze żadnych komunikatów o błędach? Jak wy to utrzymujecie, dzięki magii?”. W ten sposób można przytoczyć całą zabawną wirtualną, acz jedynie zmyśloną rozmowę.

Należy dodać, że sam Anderson zasłynął w MySpace głównie jako Tom, jedyny przyjaciel dużej grupy początkujących użytkowników. Do list znajomych był on dodawany w sposób domyślny. W czerwcu 2009 roku wyszło jednak na jaw, że firma chce się go pozbyć. W końcu zarząd serwisu zaproponował współzałożycielowi „wolnej przestrzeni” rolę ambasadora marki i pensję w wysokości 500 tysięcy dolarów rocznie. Zapłacił mu więc w praktyce pół miliona tylko za to, aby nie pojawiał się w pracy i nie przeszkadzał w ratowaniu MySpace przed upadkiem. Trzeba przyznać, że taka kwota za brak zainteresowania portalem była bardzo kusząca. Mimo wszystko MySpace popadł w stagnację. Najmodniejszą i najszybciej rozwijającą się wirtualną społecznością jest oczywiście Facebook, a wspaniałe czasy, w których Tom Anderson zarabiał 7,5 miliona rocznie dzięki umowie z Murdochem minęły bezpowrotnie.