Czy portale społecznościowe chylą się ku upadkowi?
W dzisiejszych czasach, w dobie Internetu i nowoczesnych wynalazków, świat wirtualny często zastępuje ten rzeczywisty. Znajomi komunikują się ze sobą za pomocą różnych komunikatorów czy portali, można również poznać nowe, ciekawe osoby na wszelakich czatach czy witrynach społecznościowych. Internet gromadzi całą masę spragnionych kontaktu ludzi. Zamiast jednak wyjść na zewnątrz, łatwiej z kimś popisać w domowym zaciszu przed komputerem, mając przy tym często komfort anonimowości. Poza tym świat Internetu oferuje człowiekowi tyle atrakcji i rozrywek, że ciężko się od niego oderwać. Wydaje się zatem, że wirtualna rzeczywistość, a co za tym idzie popularne platformy społecznościowe, takie jak Facebook czy MySpace są żyłą złota. Spektakularne kariery, miliony użytkowników i astronomiczne sumy płacone za udziały przemawiają do masowej wyobraźni. Jednak można zaobserwować, że rośnie coraz większa bańka spekulacyjna. Pozostaje jedynie pytanie, kiedy pęknie?
Już koniec XX wieku upływał pod znakiem triumfu Internetu. Niezwykle szybko powstawały nowe, sieciowe firmy, a swoje piony internetowe chciało mieć każde szanujące się przedsiębiorstwo. Operacje te nie miały jednak zawsze konkretnego uzasadnienia ekonomicznego. Swoista euforia zakupów udziałów internetowych skończyła się, gdy inwestorzy spostrzegli, że cena zakupionych pionów w żaden sposób nie odzwierciedla wartości przedsiębiorstw. Internetowe firmy albo generowały straty, czekając na przełom, który nie następował, albo przynosiły regularne, ale niewielkie zyski. O spełnieniu euforycznych snów nie było mowy – biznes sieciowy okazał się podlegać tym samym zasadom i ograniczeniom co wywóz śmieci albo prowadzenie przedszkola.
Choć od tamtych czasów minęła już ponad dekada i wiadomo, że udziały internetowe nie są aż tak dochodowym przedsięwzięciem stale narasta fala zainteresowania serwisami społecznościowymi. Ludzie spragnieni kontaktów międzyludzkich, sprowadzających się niestety na płaszczyznę wirtualną coraz częściej korzystają z usług takich witryn, w szczególności Facebooka czy MySpace, a wycena tych platform z roku na rok jest coraz wyższa. Co ciekawe platformami społecznościowymi interesują się nie tylko użytkownicy, ale również fundusze venture capital i banki inwestycyjne. Jednakże trzeba przy tym zauważyć, że inwestycje banków nie są zazwyczaj nastawione na wieloletni rozwój przedsiębiorstw, ale na agresywną grę kursem akcji. I tak na przykład portal MySpace zakupiony za setki milionów dolarów w czasach swojej świetności, po paru latach, gdy przechodził kryzys, a zainteresowanie drastycznie spadło, był już wart jedynie kilkadziesiąt lub nawet kilka milionów dolarów.
Ceny popularnych serwisów społecznościowych będą zatem rosnąć tak długo, jak długo same portale zdołają utrzymać zainteresowanie internautów i będą zdobywać nowych użytkowników. Zdaniem niektórych analityków przypomina to piramidy finansowe, które przynoszą zyski tak długo, jak długo zasilają je nowi członkowie. Ciekawe jednak kiedy pojawi się jakaś nowa, ciekawsza forma dla społeczności internetowych, a same portale całkowicie stracą swą wartość?